wtorek, 17 lipca 2018

Co trzymam w piórniku?

Co trzymam w piórniku?

Nie było mnie kawał czasu (za co przepraszam), jednak miałam wiele spraw na głowie, które na szczęście już załatwiłam i zajęłam się czymś przyjemniejszym - planowaniem. To dopiero połowa lipca, a ja już skończyłam segregować moje rzeczy do szkoły - no niestety, taka już moja natura, w BuJo rozkładówki mam porobione do września, haha.

Zeszyty są już kupione (wpis niedługo), a podręczniki zamówione. Artykuły papiernicze leżą poukładane w szufladach i segregatorach czekając na wrzesień. I przez to nie za bardzo mam co robić. Dlatego postanowiłam - z racji tego, iż kilka osób się tym interesowało i pisało do mnie - że pokażę, co zawsze trzymam w moim piórniku, co jest moim must have'em.

Zacznijmy może od tego, że posiadam piórnik kupiony w Ikei za... cztery złote? Zależało mi na tym, aby był malutki i dobrze wykonany, a ten wyżej wymieniony spełnia moje wymagania. Występuje w dwóch wersjach kolorystycznych - białej i pudroworóżowej. Obie są w czarne ciapki.


Pierwszą rzeczą, bez której nie wyobrażam sobie wyjścia do szkoły są zakreślacze. Ja po latach używania tanich neonowych, kupiłam ostatnio te z BIC'a. Kosztowały tylko 8 złotych i sądzę, że są warte swojej ceny. Nie rozmazują cienkopisów kreślarskich i nie przebijają kartek w zwykłych zeszytach jak i notesach Leuchtturma. Są cudne (może poza żółtym - czysty neon).


Następne w kolejce są dwa cienkopisy Rystora, których kolor jest u mnie obowiązkowy (ponieważ takimi kolorami zapisuję najważniejsze informacje zamiast je zakreślać). To najładniejsza zieleń i czerwień jaką widziałam, wyglądają one o wiele lepiej od tych żarówiastych odpowiedników. Cena za sztukę to 2 złote i powiem Wam, że jest warto. Ich numery to 29 oraz 18.


Piórnik bez długopisów (szczególnie czarnych) jest jak rycerz bez miecza. Round Sticki M przeznaczyłam na "zapasówki", które pożyczam komuś, kto zapomniał swojego długopisu (właśnie dlatego oznaczyłam je tęczową taśmą - muszę je kiedyś odzyskać, haha). Natomiast Soft Feel Med jest moim stałym ulubieńcem, którego nikomu nie oddaję.


A jeśli jesteśmy przy długopisach, to wypadałoby przejść płynnie do czegoś podobnego. Ołówki HB z BIC'a są u mnie must have'em, gdyż moim zdaniem należą do najlepszych z tej niższej półki cenowej. Ostatnio zakochałam się również w czarnych gumkach bez dodatku PVC. Ja mam tutaj taką z Pentela, jednak przyznam szczerze, że wolę te winylowe, aniżeli plastikowe, ale nie narzekam.
No i skoro jest ołówek i gumka, to musi być także temperówka. Kupiona w Auchan za dwa złote.


Nie przeżyłabym w szkolnej ławce bez tych dwóch panów. Klej w taśmie czyli coś, co muszę nosić przy sobie zawsze, jeśli mam pod ręką notatnik. Jestem uzależniona od wklejania czegoś do notesu czy zeszytu, a klej w sztyfcie bardzo marszczył papier, czego nie lubię. Dlatego korzystam z takiego w taśmie. Działa on jak taśma dwustronna, jednak jest kilka razy cieńszy. Dzięki temu wklejki wyglądają schludnie. Co do korektora... jestem perfekcjonalistką i nie lubię kiedy jakaś literka wyjdzie mi krzywo lub nieestetycznie. Nie przepadam również za skreśleniami, dlatego on jest moim zbawieniem. Nie wyobrażam sobie męczarni z korektorem w płynie.


Dwie ostatnie rzeczy, czyli linijka oraz mini karteczki indeksujące. Używam ich zawsze, ponieważ każdą ważniejszą lekcję przenoszę w domu na kartkę A4 i wpinam do segregatora, aby po prostu mieć przejrzystą notatkę. Wiadomo, w zeszycie może wyjść coś nie tak. Dlatego każdą ważną lekcję oznaczam, aby później w domu nie latać po całym zeszycie. Poza tym oznaczam nimi też aktualnie działy w podręcznikach i ćwiczeniach.

sobota, 30 czerwca 2018

róża bez kolców i liści [opowiadanie]

róża bez kolców i liści [opowiadanie]
Odkąd pamiętam, chciałam być kochana. Czuć bezpieczeństwo przy boku wybranka swojego serca. Czerpać z życia to co najlepsze, z dala od niepotrzebnych trosk i zbędnych zmartwień. Zakończyć wszystkie bolesne rozdziały już na zawsze, nie przejmować się nikim ani niczym - poza najbliższymi mi osobami: rodziną i przyjaciółmi. Nie wymyślać czarnych scenariuszy, być optymistą, widzącym dobro w każdym najmniejszym szczególe. 
Niestety nie każdemu przeznaczona jest beztroska miłość po grób. Ba, nie wszyscy są takimi szczęśliwcami, aby choć trafić na drugą połówkę. Są też osoby, które wpuszczając kogoś do serca, popełniły największy błąd swojego życia i zapłaciły za to najwyższą z możliwych cen - ja jestem jedną z nich...
Był wysokim brunetem ściętym na krótko o piwnych bystrych oczach, w których non stop widziałam intrygujące iskierki. Szerokie ramiona, prawie w całości wypełnione tatuażami, można było nazwać jego atrybutem. Przyozdobione czarnym tuszem dodawały mu specyficznego charakteru oraz cech zewnętrznych typowego bad boya. Gangsterski wygląd podkreślały również kolczyki, które to rozsiane miał na całej twarzy - dwa ozdabiały jego wargę oraz następne dwa - lewą brew. Na tle bladej skóry połączonej z ostrym kontrastem kruczoczarnych włosów, piercing, którego był zwolennikiem, prezentował się niebanalnie, nie tworząc z jego ciała ludzkiego złomowiska, a to była już połowa sukcesu. Dodatkowo, specyficzny styl ubierania się sprawiał, iż śmiało mogłam nazwać go magnesem na kobiety - przyciągał wszystkie, do których się uśmiechnął, czy chociażby na nie spojrzał.
Nigdy nie miałam nic przeciwko, aby rozmawiał z kobietami, śmiał się z nimi czy wychodził na kawę. Byłam tolerancyjna, akceptowałam to, co docierało do mnie odpowiednio, a tak było. Mężczyzna nigdy nie zatajał przede mną istotnych dla naszego związku informacji. Posiadał cechę, którą tak bardzo uwielbiałam u płci przeciwnej - był szczery. Szczery i lojalny wobec mnie. Ufałam mu więc. Jego tok myślenia był jednak nieco odmienny od mojego. Cierpliwość i tolerancja nie były jego atutem. Wręcz przeciwnie - jako partner był agresywny i porywczy. Władczy, zaborczy i zazdrosny o każdego innego faceta, z którym wymieniłam choćby jedno zdanie. Miał ostatnie zdanie we wszystkim, co ustalaliśmy uprzednio wspólnie. A ja zawsze mu ulegałam.
Dlaczego?
Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Może po prostu bałam się jego gniewu? Może nie chciałam się wykłócać? Myślę, że wiele czynników miało wpływ na to, jak się zachowywałam wobec niego, przede wszystkim moja tchórzliwość oraz jego gwałtowna burzliwość. Teraz - po ponad dwóch latach - wiem, że mogłam uciekać, kiedy miałam okazję. Jednak straciłam ją wraz z wczorajszym dniem...
~•~
Wyplułam ślinę zmieszaną z krwią, chcąc pozbyć się z ust obrzydliwego metalicznego posmaku. Nie za bardzo obchodziło mnie to, gdzie wyląduje wydzielina - przejmowałam się bardziej osobnikiem stojącym przede mną z mocno zaciśniętymi pięściami. Był wściekły z zupełnie niewiadomych przyczyn. Znów bił mnie mocniej niż kogokolwiek innego kiedykolwiek przedtem. Czułam się jak worek treningowy, czując pod palcami dużą opuchliznę, kiedy macałam swoje obolałe policzki po następnym potężnym uderzeniu. Uczucie temu towarzyszące było koszmarne. Rozrywajacy twarz ból stawał się nie do zniesienia w połączeniu z nieopisanym strachem i chęcią zakończenia swojego żywota.
- Zdradliwa suka - warknął nagle mężczyzna, podchodząc bliżej mnie i zamachując się poraz kolejny tego piekielnego wieczoru. Męska pięść szybko nabrała pędu, a jeszcze szybciej znalazła się na mojej szczęce, kompletnie pozbawiając moje ciało równowagi. Przewróciłam się prosto na szklany stolik, czując nieprzyjemne odrętwienie w całym ciele. Adrenalina, która z pewnością się wytworzyła, jedynie powiększała dyskomfort, który odbierał mi wszelkie życiowe siły. Nie miałam energii, aby chociażby unieść głowę czy przełknąć ślinę, a co dopiero uklęknąć i podeprzeć się rękami. Leżałam po prostu luźno na podłodze wyłożonej ciemnym, niemal czarnym, drewnem.
Po krótkiej chwili, która wydawała się dla mnie nieznośną wiecznością, poczułam jednoznaczny piekący bół, który - jak tysiące maleńkich igieł wbijanych w głowę - rozsadzał mój umysł. Ogarnęła mnie nagła panika i nie mogłam jej w żaden sposób okiełznać. Czułam, jakby ktoś wyrywał mi wszystkie włosy z głowy razem z cebulkami - prawdopodobnie tak było. Aby choć trochę zniwelować swoje cierpienie, zmusiłam ciało ostatkami sił do wstania i spotkania się z zirytowanym spojrzeniem mojego mężczyzny. Buzowała od niego furia, a ja wciąż nie wiedziałam z jakiego powodu. Nie zrobiłam przecież nic złego.
- Spójrz mi w oczy i powiedz, co robiłaś z tamtym chujem kiedy mnie nie było! - podniósł swój głos tak głośno, iż myślałam, że zaraz rozniesie mi bębenki w uszach. Zacisnęłam zęby, kiedy ponownie szarpnął mnie za włosy, oczekując ode mnie jednoznacznej odpowiedzi. Zrobiłam to, co sobie zażyczył, spotykając się ze emanującymi amokiem i zalewającymi się bezkresną czernią oczami. Poczułam przerażenie, takie, jakiego nigdy dotąd jeszcze nie czułam.
- Nic nie zrobiłam! - krzyknęłam płaczliwie, w chwili, kiedy puścił moje włosy i bez najmniejszego problemu sprowadził do parteru. Zabrakło mi tchu na protestowanie, kiedy przewrócił mnie na bok i kopnął prosto w żołądek. Nie mogłam złapać powietrza przez kolejną minutę, szamocząc się i turlając na wszystkie strony po drewnianej podłodze. Oczami wyobraźni widziałam siebie umierającą przez niedotlenienie. Prawdę mówiąc, chciałam już zakończyć swe cierpienia. Potrafiłam wybaczyć mu wszystko, jednak teraz zdecydowanie przegiął. Nienawidziłam go w tamtej chwili bardziej, niż kogokolwiek innego na tej planecie. Był bezdusznym potworem, w którym głupia zobaczyłam jedną zaletę, po czym wskoczyłam mu w ramiona. Z drugiej strony jednak nie było mi siebie żal. Byłam naiwną idiotką.
Siarczysty policzek najpierw po lewej, a później po prawej strone twarzy przywrócił mi zdolność oddychania. Odruchowo brałam spazmatyczne hausty życiodajnego powietrza, czując się jak astmatyk, gdyż zaciśnięte gardło skutecznie uniemożliwiało dotarcie powietrzu do płuc. Kaszlałam kilka minut, nim unormowałam oddech chociaż w połowie, jednak nie trwało to długo, bowiem do akcji znów wkroczył on. Kiedy ujął w swoją silną dłoń podstawę mojej szyi, unosząc mnie nad ziemię i opierając o ścianę - moje zmysły już po kilkunastu sekundach wyłączyły się zupełnie, gdyż przed tym nie wzięłam żadnego głębszego wdechu - przed oczami pojawiły się mroczki, przestałam czuć zapach i smak mojej krwi, a ręce mi ścierpły. W uszach natomiast szumiała mi spowalniająca swoje tempo - przez brak powietrza - krew.
Poraz drugi moje wpół nieprzytomne ciało opanowała panika. Czułam tylko, jak ręce i nogi drżą mi jak w padaczce, a po brodzie cieknie moja ślina oraz - a jakżeby inaczej - szkarłatna krew. Gałki oczne mimowolnie wywróciły mi się do góry, a powieki szeroko otworzyły. Kiedy zupełnie niekontrolowanie zacisnęłam szczękę - dość mocno ugryzłam się w język. Nie mogłam jednak nic zrobić - nie czułam żadnych swoich mięśni, a moją żuchwę ogarnął szczękościsk, tak więc zęby wpiły się w mięsień. Już nie czułam bólu języka. Czułam jedynie, jak krew wydostająca się z niego, spływa do mojego gardła.
Odzyskałam na krótką chwilę wzrok - w pierwszej kolejności ujrzałam jego. Przerażonego z czerwonymi opuchniętymi oczyma. Zorientowałam się, że nie wiszę już przyparta do ściany - teraz tulił mnie w swoich ramionach, łkając cicho i przeklinając swoje zachowanie. Szeptał przeprosiny i całował każdy skrawek mojej twarzy. Brakło mi sił, aby wyrwać się z tego odrażającego uścisku. Uniosłam jedynie dłoń, aby po raz ostatni wbić paznokcie w te śmiercionośne dłonie - były ciepłe i szorstkie. Obrzydliwie szorstkie. Jak najgorszy papier ścierny, jak kwas dla mojej skóry. Nienawidziłam go całego. Z tą myślą odeszłam, przestając czuć cokolwiek.
Byłam jak róża dla Jego serca. Jak zdeptany kwiat, kwiat bez kolców i liści. Bezbronna i naiwna. Zbrukana krwią tych pięknych czerwonych płatków. Płatków, które za każdym razem kiedy roztaczały swój zapach - wprawiały Go w nieopisany gniew. Bo ten zapach miał być tylko dla Niego - i był. I będzie zawsze...
To opowiadanie możesz przeczytać również na moim Wattpadzie. Kliknij zdjęcie, aby do niego przejść:
róża bez kolców i liści; autorstwa undefined

wtorek, 26 czerwca 2018

Co kupiłam na wyprzedaży w Empiku?

Co kupiłam na wyprzedaży w Empiku?

Hej hej.
Ostatnio stwierdziłam, że pora w końcu wydać na coś oszczędzane przeze mnie pieniądze. W tym celu wybrałam się do dwóch sklepów - Tigera oraz Empika, z których zabrałam parę drobiazgów.

Zacznijmy może od Tigera, bo tego jest mniej. Jedynymi rzeczami jakie w nim kupiłam są dwie taśmy ozdobne - tęczowa i wrzosowa w czerwone serduszka. Prowadzę Bullet Journal, którego nie zawsze ozdabiam (mimo, że chcę), więc myślę, że obie taśmy się przydadzą. Poza tym ich cena to 2zł za sztukę, także to żaden wydatek. Myślę, że niedługo wrócę po inne wzory, bo mimo, że nie przypadły mi do gustu to proszę, dwa złote za taśmę? To ja za zwykłą, przezroczystą płacę więcej!


Kolejną rzeczą, tym razem zakupioną w Empiku jest książka Anny Gruszczyńskiej -  „Ja, wersja 2.0”. Przyznam szczerze, że długo na nią polowałam i już zamierzałam się do jej kupna przez internet, bo w moim Empiku ciągle było jej brak. Ale na szczęście wczoraj udało mi się ją wyczaić, jeszcze na wyprzedaży -25%! Także zapłaciłam za nią niecałe 25zł.


No i ostatnia rzecz, również z Empika, też jest to książka i to tej samej autorki. „To nie jest Dieta” również była książką, nad której kupnem się zastanawiałam. Przyznam szczerze, że wczoraj stałam przy regale dobre dziesięć minut i zastanawiałam się, czy będę z niej korzystać. No ale błagam, jak zauważyłam na niej naklejkę -25% (po przecenie też kosztowała 25zł) to nie mogłam się jej oprzeć. I już wiem, że będzie mi towarzyszyć codziennie przez 30 dni.

Zakupy uważam za udane. Już niedługo wybieram się na kolejne, wszystko Wam pokażę!

środa, 20 czerwca 2018

Koniec roku szkolnego i plany na wakacje

Koniec roku szkolnego i plany na wakacje


Już jutro zakończenie roku szkolnego. Każdego z nas czeka dwumiesięczny odpoczynek od szkolnych ławek, a mnie dodatkowo - zmiana szkoły. Przez ostatnie wakacje wiele się zmieniło - zainteresowałam się minimalizmem, kreatywnym planowaniem i organizacją własnego czasu. Poukładałam się, można powiedzieć. Dlatego też chcę, aby te wakacje były przełomowymi. Chcę, aby były produktywne. Dlatego też stwierdziłam, że czas najwyższy postawić sobie jakiś cel. A raczej pięć głównych celów, które teraz Wam przedstawię.

1. Wyrobić mięśnie

Mimo to, że moja waga jest stała i prawidłowa, a osobiście dużo pływam, jeżdżę konno oraz na rowerze i trenuję zapasy, ciągle coś nie pasuje mi w moim ciele. Dlatego też postanowiłam nieco skupić się na ćwiczeniach siłowych, które pomogą mi wzmocnić moje ciało. Marzę o umięśnionej sylwetce, a w naturze mam zakorzenione, że jeśli czegoś chcę to dążę ze wszystkich sił, aby to osiągnąć. Te wakacje będą więc jednym wielkim treningiem.

2. Otworzyć się na ludzi

Jestem zagorzałym introwertykiem, który uwielbia spędzać czas wolny na łóżku zamknięty w czterech ścianach swojego pokoju. A dodatkowo fobia społeczna daje mi się we znaki. Dlatego stwierdziłam, że w te wakacje chciałabym się nieco przekonać do ludzi, uwierzyć w to, że może nie są tacy źli. Zdaję sobie sprawę, że będzie to długotrwały i czasochłonny proces, ale wiem również to, że nie mogę ciągle uciekać przed każdym kto stanie mi na drodze.

3. Nauczyć się cyrilicy

Jedno z moich marzeń, nad którymi nie skupiałam się nigdy tak bardzo. Zawsze chciałam umieć czytać cyrylicę, czytać, mówić oraz pisać po rosyjsku. Dlatego stwierdziłam, że wolny czas w wakacje poświęcę właśnie na samodzielną naukę tego języka. Liczę na to, że uda mi się nauczyć jak najwięcej, ponieważ w roku szkolnym nie będę miała na to czasu.

4. Wrócić do gry na keyboardzie

Już trzy lata minęły odkąd nie dotykałam klawiszy keyboardu. Sama nie wiem czy zostały mi jeszcze jakieś odruchy; chociażby ułożenie dłoni na klawiaturze. W te wakacje chcę to sprawdzić; wznowić grę na nim, ponieważ - nie ukrywam - brakuje mi tego.

5. Zdrowiej się odżywiać

O tak, to jest zdecydowanie jedna z moich większych udręk. Nie chodzi tutaj raczej o fast foody, bo wiele ich nie jem. Problem tkwi w słodkich napojach - szczególnie wodach smakowych. Aktualnie staram się je zastąpić wodą źródlaną ze świeżą cytryną i ogórkiem. Mam nadzieję, że do końca wakacji uda mi się zrobić to w stu procentach.

wtorek, 12 czerwca 2018

Notatkowy haul

Notatkowy haul

Notatki, czyli coś, co przez całą naszą edukację towarzyszy nam nieodłącznie. Dzięki nim mamy z czego uczyć się do sprawdzianów i kartkówek. Każda jest w pełni spersonalizowana, tylko nasza i stworzona po to, abyśmy to my mogli się z nich uczyć. Właśnie dlatego stwierdziłam, że czas kupić nieco rzeczy, które je wyróżnią.

1. Kolorowe karteczki

Jako, że uwielbiam notować różne drobiazgi i przyczepiać je w widocznym miejscu - musiałam je mieć. Kupiłam je w Auchan. Były one połączone w jeden bloczek, ale porozdzielałam je później w domu. Są piękne, a co najważniejsze - pastelowe i kolorowe (a nie tak nudno żółte)! Za pięć takich pięknych kolorków zapłaciłam... może 3 złote. Ważne - nie są one samoprzylepne, a więc idealne dla mnie.



2. Zeszyty kołowe

Totalny must have każdego notatkowicza. W moim przypadku są to kartki w kratkę. Wybrałam sobie dwa rozmiary - A4 oraz A5. Oba zeszyty mają perforowane kartki (czyli można bez problemu je oderwać) a także są w nich od razu wycięte dziurki, co w moim przypadku jest bardzo praktyczne, ponieważ chowam wszystkie notatki do segregatora, a nie zawsze wydziurkuję je równo. Za oba zapłaciłam około 7 złotych.



3. Czarne pisaki różnych grubości

W Auchan nie ma zbyt wiele dobrej jakości przyborów, jednak udało mi się wygrzebać tam jeden pisak marki Rystor. Kosztował on 6 złotych i jest świetny. Używam go do fałszywej kaligrafii, czyli po prostu do pogrubiania linii, ponieważ czarny długopis bardzo odbija światło i nie nadaje się do tego.



4. Czarne długopisy

Mój must have. Nie lubię pisać niebieskimi długopisami, bardzo drażni mnie ich kolor i są według mnie nieestetyczne. Natomiast czarne długopisy to moje drugie niebo (zaraz po garażu z Miatą oczywiście, haha). Nie będę bawić się w długopisy po 5 złotych za sztukę. Geniusz tkwi w prostocie, więc chcę Wam bardzo polecić czarne długopisy BIC'a. Posiadam dwa rodzaje - Round Stic M oraz Soft Feel Med. Oba piszą bardzo dobrze, nie plują tuszem, ale ten drugi (ciemniejszy) jest znacznie wygodniejszy, widać to z resztą na zdjęciu. Niestety, jest on również droższy. Za trzy sztuki zapłaciłam 7 złotych. Natomiast za sześć sztuk Round Sticków - 4 złote.




5. Zakreślacze

Cenię sobie estetykę kolorystyczną, jak już wiecie. Właśnie dlatego zdecydowałam się zakupić pastelowe zakreślacze od Stabilo. Mam ich sześć sztuk, za które zapłaciłam 30 złotych. Są świetne i sprawują się bardzo dobrze. Mają prześliczne kolory, są bardzo żywotne. Jedyny ich minus - lubią rozlewać się, jeśli podkreślam coś od linijki. Ale tworzy to również taką fajną kaskadę, także mimo wszystko polecam bardzo.
Aktualnie poszukuję również pastelowej wersji Stabilo Swing Cool, także jakby ktoś wiedział gdzie w Polsce mogę je zakupić - piszcie.




niedziela, 10 czerwca 2018

zaśpiewaj mi do snu; [opowiadanie]

zaśpiewaj mi do snu; [opowiadanie]


Ten strach obezwładnia mnie w chwili kiedy
robisz złe rzeczy.
Kiedy starasz się odcisnąć na mej bladej skórze
ślad swych dłoni kamiennych...
"
          Upuściła pióro, słysząc utwór swojego ulubionego kompozytora.
          Yiruma.
          Jej osobisty wirtuoz romantycznych i wzruszających utworów fortepianowych. Zamknęła oczy, szlochając cicho i chowając twarz w dłonie. W umyśle odcisnął jej się obraz tragicznie zmarłego ukochanego, grającego jej do snu tę właśnie piosenkę, która przed chwilą wydobyła się z głośników. Ona jakby słyszała jego palce, odbijające się delikatnie od klawiatury instrumentu. Jego oddech, w chwili gdy wczuwał się w rozczulającą melodię, którą wystukiwał tylko dla niej. Oczyma wyobraźni widziała te pełne ciepła i czułości oczy; jasne tęczówki i promienny uśmiech na bladej twarzy. Poczuła się tak jak trzy lata temu. Jednak nie było już tak samo. Jego już tutaj nie było.
          Pchnęła złote pióro dłonią, a czarny tusz rozpłynął się po kartce i – niczym cień – zakrył niektóre słowa poezji, wsiąkając w nie i pochłaniając jak świeże mięso. Ona nadal płakała. Wycierała pośpiesznie łzy, aby nie uronić na lakierowany blat ani kropli. Była przesądna, mało powiedziane – wierzyła w różne zjawiska, praktykowała dziwne tradycje. To wszystko nie miało jednak znaczenia. Całym sercem kochała tylko Jego. To właśnie on skradł je dla siebie, a w zamian oddał swoje, przepełnione bezgraniczną miłością, domowym ciepłem i męskim bezpieczeństwem.
          Dlaczego akurat ty?, pytała się w myślach, jednak odpowiedź nigdy nie nadeszła. Pchnięta napadem tęsknoty wstała, podeszła niepewnie do odtwarzacza lampowego i po chwili namysłu gwałtownie przekręciła jedną ze srebrzystych gałek. Po całym mieszkaniu rozniósł się moll fortepianowej piosenki. Dla pary zakochanych wzruszający, dla niej – niezwykle przybijający, przypominający ten feralny dzień. Mimo to czuła, że tego potrzebuje. Że potrzebuje się wyszumieć przy smutnych utworach, że potrzebuje powspominać.
          Wolnym krokiem zbliżyła się do stojącego w rogu pokoju czarnego fortepianu. Przejechała palcami po grubej warstwie kurzu, jakby bała się go dotykać. Wcześniej robił to tylko on, a czarna tafla zawsze lśniła nieskazitelną czystością. Teraz to ona pozostawiła na niej trzy krótkie linie. Głęboka czerń nadal błyszczała jak wszystkie gwiazdy nieba. Nadal była piękna, wręcz perfekcyjna, mimo brudu, który na niej osiadł.
          Przysiadła na ozdobnym stoliczku i uchyliła delikatnie nakrywę, wlepiając wzrok w biało-czarną klawiaturę. Po raz kolejny musnęła palcami instrument, delikatnie nacisnęła jeden z klawiszy i wsłuchała się w czysty dźwięk g1. Przymknęła wzruszona oczy, nie dopuszczając już do siebie muzyki Yirumy. Pozwoliła swoim palcom mimowolnie pływać po gładkiej jak aksamit dźwięcznej tafli. Nie robiła tego tyle lat, a mimo to grała jak zawodowiec. Płakała przy tym głośno, nie zważając już na łzy moczące stoliczek i parkiet pod nim...
To opowiadanie możesz przeczytać również na moim Wattpadzie. Kliknij zdjęcie, aby do niego przejść:

jak kamień twarde [wiersz]

Ten strach obezwładnia mnie w chwili kiedy
robisz złe rzeczy.
Kiedy starasz się odcisnąć na mej bladej skórze
ślad twych dłoni kamiennych.
Copyright © 2016 pink hoodie , Blogger